Carlos mówi o swojej karierze tenisowej i życiu jako trenera Rafy, a także wspomina o kilku ciekawych anegdotach.

 

Carlos Moyá jest bezsprzecznie jedną z najważniejszych postaci hiszpańskiego tenisa. Były zawodnik pochodzący z Majorki miał karierę pełną sukcesów, osiągając chwałę w postaci tytułu Wielkiego Szlema Roland Garros. Oprócz tego, że był finalistą Australian Open oraz turnieju Masters Cup kończącego sezon. Wygrał także Davis Cupa w 2004 roku. Doszedł na sam szczyt rankingu.

 

Osobiście był to jeden z moich ulubionych zawodników obok Andre Agassiego i Juana Carlosa Ferrero w tamtych latach. Pamiętam również jak odwiedził nas podczas turnieju ATP w Sopocie, gdzie Mariusz Fyrstenberg był o włos od sprawienia niespodzianki, a mój brat Paweł miał okazję go rozgrzewać przed jego meczem. To były piękne sopockie czasy. Miałem też okazję oglądać go na żywo podczas Davis Cupa w Sevilli w 2004 roku. Pojechaliśmy tam całą akademią Equelite, ponieważ w drużynie znajdował się również Juan Carlos Ferrero.

 

Jak już doskonale wiemy obecnie Carlos jest trenerem Rafy i odkąd rozpoczęli współpracę poprawili serwis oraz parę ważnych aspektów jego gry oraz zostawili za sobą parę lat, które były bardzo skomplikowane dla Nadala. Moya ograniczony podczas  kwarantanny, jak większość osób w Hiszpanii wziął udział w podcaście „Subidos A La Red”, którego gospodarzem byli Javier Frana i Álex Corretja, i wyraził swoje wrażenia na wiele tematów w bardzo ciekawej rozmowie:

 

Tenisowe początki

„Granie na najwyższym poziomie było moim marzeniem, podobnie jak w przypadku moich kolegów z Palmy, którzy nigdy nie mieli punktu ATP.

 

Być może w tym czasie mój rozwój był nieco spóźniony; na przykład Álex Corretja miał stabilny postęp wygrywając różne turnieje. Był mistrzem Hiszpanii do lat 12 i 14… Ja nigdy nie byłem mistrzem Hiszpanii, grałem w turniejach tylko latem.

 

 

Trzeba postawić się w kontekście tego, czym była Majorka w latach 80. Jedyną opcją bycia tenisistą było udanie się do Barcelony. Lorenzo Fargas prowadził grupę, która grała turnieje krajowe i zaproponował mojej rodzinie, żeby przeprowadzić się do Barcelony. Moja rodzina odmówiła, miałem 14 lat i nie uważali tego za rozsądne. To sprawiło, że nie wypaliłem się, gdy byłem młody i od tamtej pory zacząłem wygrywać turnieje na Majorce, a mając 17 lat, dzięki Alberto Tousa, miałem okazję pojechać do Barcelony i trenować w grupie z najlepszymi juniorami. Wszystko było profesjonalnie prowadzone, ale nie było łatwo. Dużo łez… przechodzisz od bycia najlepszym w swojej okolicy do bycia jednym z wielu w całym kraju.”

 

Jak jest klucz do zdobycia tenisowego szczytu?

 

„Nie wiem. Jest to kombinacja wielu czynników. Pracowałem według celów: jak miałem wyraźny cel, dążyłem do jego osiągnięcia.

 

Najpierw dostałem się do pierwszej 100 ATP, ale potem udało mi się wejść bardzo szybko do pierwszej 10 rankingu ATP. W 1995 roku wygrałem pierwszy turniej w Buenos Aires, a rok i trzy miesiące później już znalazłem się w pierwszej dziesiątce w Australii w 1997 roku. Nie ma konkretnego przewodnika czy instrukcji, co robić w każdym przypadku: W tym czasie nie miałem konsultanta wizerunkowego ani rzecznika prasowego, wszystko było mniej profesjonalne, niż jest obecnie.

 

Jak pojechałem do Barcelony, otworzył mi się kompletnie nowy świat. Trenowałem z profesjonalnymi zawodnikami, kiedy jeszcze trzy miesiące wcześniej grałem z chłopcami, dzieciakami i kolegami z Majorki. Teraz, gdy oglądam filmy z mojego czasu w 1995 czy 1996 roku i pewność siebie, którą wtedy miałem… byłem szalony. Chodziłem do siatki, kiedy tylko się dało. Myślę, że później byłem lepszym graczem w 2003 lub 2004 roku, ale nie miałem już tej spontaniczności i szaleństwa, które masz w wieku 20 czy 21 lat. W Australii grałem z całej siły i biegałem do siatki praktycznie bez zastanowienia z takimi przeciwnikami jak Chang czy Becker. Potem widziałem siebie jako lepszego zawodnika, ponieważ lepiej zrozumiałem tę grę i byłem bardziej kompletny, ale nie miałem już tej mentalności: „Nie szanuję nikogo, wszystko dla mnie jest bez znaczenia”. Moje obecne “ja” nie byłoby w stanie wytrenować mojego 20-letniego “ja”: skończyłoby się to na noże (śmiech).”

 

Wygrana w Roland Garros w 1998 roku z Corretją w finale

 

 

„Dwóch zawodników zawsze ma konkretny plan i zawsze wygrywa ten, kto narzuci swój własny.

 

 

Po pierwsze grałem dużo w jego forhend, ponieważ miał lepszy bekhend, a po drugie, gdy grał z forhendu, było większe prawdopodobieństwo, żebym ja również grał z forhendu. Próbowałem grać jak najwięcej się tylko dało forhendem i brałem pod uwagę, że jeżeli moja pierwsza piłka pójdzie na jego forhend, to będę mógł więcej grać swoim forhendem. Nie było również w moim interesie wydłużać wymiany, byłem bardziej agresywny niż zazwyczaj. Zawsze próbowałem dostosować się do rywala i z nim, nie wchodziły w grę długie wymiany, podejmowałem większe ryzyko.”

 

 

Zdolność Nadala do powrotu na swoje wyżyny

 

„To, że wspaniali gracze wygrywają turniej i po krótkim czasie już myślą o rywalizacji i wygraniu następnego, wyróżnia ich spośród zwykłych śmiertelników.

 

Ja dla przykładu opierałem się na celach: kiedy je osiągnąłem, miałem chwilę załamania. Moim celem było wygranie Wielkiego Szlema, a nie pięciu; moim celem było być numerem jeden, a nie być nim przez wiele tygodni. Kiedy to osiągnąłem, przychodziła pustka… może zabrakło mi wtedy ambicji. Głód, który posiadają tacy zawodnicy jak Rafa, aby wciąż ewoluować i przezwyciężać trudne momenty, sprawia, że ​​są wyjątkowi. Kiedy nadchodzi czas, czerpią siłę, nie wiem skąd (myślę, że nie można tego wytrenować). Ta ambicja, ich chęć rywalizacji… jest czymś niezwykłym”.

 

Dzień po dniu z Nadalem

„Im głębiej w tym jesteś i im więcej grałeś, tym bardziej zdajesz sobie sprawę, jak godne podziwu jest wszystko, co robi. Trudno jest krytykować coś poza konkretnymi momentami lub niektórymi meczami. Krytykowanie czegoś w stosunku do Rafy, tenisowo, jest niemożliwe. Podczas każdego meczu, kiedy on gra i ja jestem z nim, jestem całkowicie spokojny, ponieważ wiem, że da z siebie wszystko i że będziesz musiał go zabić, aby go pokonać.

 

Czasami jak jesteśmy na turniejach mówię: pamiętaj, aby dać nam kort, gdzie ktoś przyjdzie i nas wyrzuci. Wszyscy szukają czegoś przeciwnego (śmiech). Gdyby to zależało od niego, kontynuowałby trening i jeśli kort jest pusty, trudno go z niego wygonić. Proszę zatem o kort, na który po godzinie ktoś przychodzi i wyrzuca nas (śmiech).

 

Rafa jest niesamowitym perfekcjonistą, wymagającym, nie pozwala sobie na zepsucie piłki, której nie powinien zepsuć… przyjemnością jest z nim przebywać”.

 



Postawa Nadala podczas pracy z nim

„Myślę, że jednym z powodów jego wielkości jest to, jak bardzo jest otwarty, aby zawsze słuchać, ciągle się doskonalić. Wiem, że rozmawiam z jednym z najlepszych w historii: to, co mu mówię, jest bardzo przemyślane i dokładnie wybrane. Pojawiłem się w momencie, w którym Rafa miał za sobą dwa słabe lata, z powodu kontuzji, tematu mentalnego. W 2015 roku odczuwał  niepokój, w 2016 roku miał kontuzje… kiedy następuje zmiana w ekipie, dzieje się tak dlatego, ponieważ zawodnik nie jest na najlepszym poziomie. W takiej sytuacji są większe szanse, aby ciebie słuchał i od samego początku cała ekipa poszła w jednym kierunku i wzajemnie się wspierała. Bardzo jasno wiedziałem, co można poprawić. Myślę, że każdy może się poprawić: Federer, Djokovic… doskonałość w tenisie nie istnieje, ale zawsze można trochę się poprawić. Byłem z nim bardzo otwarty od samego początku, a on słuchał i miał chęci”.

 

Powrót po przerwie

„W tej chwili wiedza o tym, kto jest najbardziej poszkodowany, jest jedną wielką niewiadomą. Niektórzy będą w bardzo niekorzystnej sytuacji, inni w trochę niekorzystnej, a inni mało ucierpią. Jeśli jesteś starszy, pozostaje ci mniej czasu w tourze, czas mija i nie wraca. Młody zawodnik w wieku 19, 20 lat będzie miał więcej czasu na powrót. Na przykład dla Djokovica ta przerwa nie jest na korzyść, ponieważ miał dobrą serię, ale fakt, że Rafa nie grał na mączce też wpłynął na niekorzyść. Wydaje mi się, że spośród trzech pierwszych najmniej poszkodowany jest Federer, czas operacji był idealny. Wróci świeżutki i w normalnych warunkach ledwo wyrobiłby się na Wimbledon. To są wszystko spekulacje, jest to sytuacja, której nigdy wcześniej nie doświadczano ”.

 

Jeśli zainteresował Ciebie ten artykuł zapisz się na newsletter i otrzymuj powiadomienia o nowych wpisach na maila. Jesteśmy również na Telegramie, ale także na YouTubie.

Carlos Moya trener Nadala Carlos Moya trener Nadala Carlos Moya trener Nadala Carlos Moya trener Nadala