Zdaję sobie sprawę, że to co piszę nie jest zbyt popularne, ale nie przejmuję się tym, ponieważ dzielę się tylko i wyłączenie moimi subiektywnymi odczuciami na podstawie moich tenisowych doświadczeń. Nabyłem je głównie jako zawodnik, który był  sklasyfikowany na listach ATP, ale też jako trener w Akademii Ferrera czy obecnie jako trener swojego syna, z którym ostatnio jeździłem głównie po turniejach wojewódzkich w kategorii skrzatów.

Temat jest bardzo obszerny i myślę, że spokojnie można by napisać o tym wiele albo co najmniej konkretny rozdział w tenisowej książce. Trochę o przeciwnościach, które można napotkać w wychowaniu małego tenisisty znajdziesz w naszej książce Mały Tenisowy Mistrz. Dzisiaj jednak postaram się opisać moje ostatnie doświadczenia z turniejów wojewódzkich, czy także z paru ogólnopolskich do lat 12, które odbyły się z udziałem Janka na przestrzeni ostatnich 9-ciu miesięcy (od czerwca 2020 do lutego 2021).

Tak się składa, że pierwszy i obecnie ostatni mecz Janka w polskich turniejach w kategorii skrzatów był z tym samym chłopcem. Nie będę oczywiście tutaj wymieniał imienia i nazwiska, ale Ci co są zainteresowani mogą oczywiście to sobie sprawdzić w odpowiednim miejscu. Chłopiec ten oraz jego rodzic jest jedną z moich głównych inspiracji do tego wpisu. Jak widać uczyć można się od każdego. Nawet od tych, którzy nam pokazują czego nie robić…

W tym pierwszym meczu miałem jeszcze w sobie dużo “hiszpańskiej” energii, jako trener, który dopiero co pracował z obiecującą hiszpańską młodzieżą w akademii Ferrera. W związku z tym podszedłem do zachowania chłopca (oraz jego rodzica) w meczu z Jankiem, z dużym dystansem i też uśmiechem na twarzy. Natomiast dzisiaj po 15 turniejach w skrzatach w Polsce, z czego kilka w zimnych halach, już tyle hiszpańskiego ciepła, uśmiechu na twarzy czy dystansu nie mam. 😉

 

Oto lista 8 głównych powodów dlaczego trenowanie w Polsce przyprawia o ból głowy:

 

1. Granie na wynik:

Oczywistym jest, że zawsze przyjemniej jest jak się wygrywa. Mi również jest miło, kiedy Janek wygrywa mecze, ale nie to powinno być głównym celem wyjazdów na turnieje w kategoriach juniorskich, a szczególnie do lat 10 czy 12. Podczas mojej obecności na tych 15 turniejach zauważyłem może trzech chłopców i parę dziewczynek, które miały całkiem zdrowe podejście do rywalizacji. Oczywiście za tym stali inteligentni rodzice czy trenerzy. Dzieci w tym wieku są tylko owocem tego, co robią z nimi rodzice i trenerzy. Dzieci nie są tutaj niczemu winne. Cała odpowiedzialność jest po stronie dorosłych. Mam na myśli wychowanie oraz podejście trenerów.

Osobiście staram się jechać na każdy turniej z synem z konkretnymi założeniami, które nie mają nic wspólnego z wynikiem i z tym czy wygra czy przegra. Jest to dla mnie nieistotne. Najważniejsze jest dla mnie jego podejście, nastawienie, czy walczy o każdy punkt, jak się zachowuje na korcie, czy potrafi kontrolować emocje, czy umie sobie poradzić ze stresem, czy potrafi zagrać odważnie wtedy, kiedy się boi itd. itd. Mamy też oczywiście założenia techniczno-taktyczne.

Brzmi to poważnie jak na 10-letniego chłopca, ale uważam, że im wcześniej będzie miał odpowiednie nawyki, tym łatwiej będzie później trenować i grać na turniejach bez tracenia czasu na odkręcanie wielu rzeczy. Ciężko jest czasem patrzeć jak Janek przegrywa, starając się grać agresywnie. Pojawiają się oczywiście błędy i przegrywa więcej punktów, niż jakby stanął dalej od linii końcowej i tylko wrzucał piłkę byle jak na drugą stronę (niestety jest wielu tak grających w tych najniższych kategoriach, zbyt wielu) bez większego zastanowienia. Wielokrotnie mu tłumaczę, że wynik nie ma dla mnie żadnego znaczenia na tym etapie, ponieważ dla mnie dużo gorsze jest granie w środek, wrzucając byle co i wygrywanie, niż granie odważne według założeń i przegranie meczu. Oczywiście powtarzam też, że jeśli będzie grał według założeń, to wyniki również będą pozytywne. Na to przyjdzie czas. Najważniejszy jest jednak rozwój. Skąd to wiem? Bo sam jak miałem 12 lat to tego doświadczałem. Co z tego, że byłem mistrzem Polski, jak grałem zachowawczo i mało przyszłościowo, co potem przełożyło się na mój dalszy rozwój? Jakie to ma dzisiaj znaczenie, że mam tytuły w najniższych kategoriach?

 

Obecnie na turniejach spotykam się z wieloma chłopcami, którzy jeżdżą z rodzicami i grają, żeby wygrać oraz liczą punkty do klasyfikacji, która nie ma żadnego znaczenia na tym etapie.

Jakoś mnie to nie dziwi, ponieważ nie ma tam tej świadomości i wiedzy. Gdyby wiedzieli, że takie granie i skupianie się na rankingach robi krzywdę tym chłopcom, to robiliby inaczej. To jest bardziej odpowiedzialność trenerów, którzy powinni uświadamiać i też częściej jeździć po turniejach ze swoimi podopiecznymi. Naprawdę ciężko jest w takich warunkach nie myśleć o wyniku czy rankingu, jeżeli prawie wszyscy tak właśnie robią. Potrzebne jest sporo wewnętrznej siły, żeby nie ugiąć się pod wpływem większości i robić swoje, mimo wszelkich przeciwności. Ciężko tłumaczyć Jankowi, że przegrał mecz, ale jestem z niego dumny, że próbował grać agresywnie i że mimo błędów był to pozytywny mecz, kiedy dla większości liczy się tylko ostateczny wynik meczu.

 

2. Brak wychowania ze strony rodziców:

Temat rzeka… ponownie mogę napisać, że spotkałem zaledwie małą garstkę rodziców na turniejach dla lat 12, którzy potrafią się zachować podczas meczu ich pociechy. Ja oczywiście porównuję zachowanie hiszpańskich rodziców z polskimi i niestety polscy rodzice wychodzą w tym porównaniu słabiutko. Dlaczego? O tym piszemy w książce Mały Tenisowy Mistrz, ale w skrócie pisząc w Hiszpanii było już wielu mistrzów tenisowych, wiele turniejów tenisowych wysokiej rangi, wiele akademii tenisowych, wielu kompetentnych trenerów i świadomość tenisowego rodzica w Hiszpanii jest po prostu dużo wyższa.

 

Taki rodzic ma większe zaufanie do trenera, a oni tego zaufania aż tak nie wykorzystują. Wydają się być bardziej uczciwi i szczerzy niż Polsce. Oczywiście jest to też kwestia mentalności, ale też pogody. Wszystko tutaj ma wpływ.

Na WTK-ach czy OTK-ach do lat 12 dzieją się niesamowite cyrki, a muszę też przyznać, że i mi czasem się to trochę udziela jak otaczasz się w takiej energii. Wielu rodziców przyzwala na oszukiwanie, na okrzyki typu “aucik”, “come on, jedzieeeemyyy z gościem” itd. itp. Ciężko tutaj oddać ton tych wypowiadanych okrzyków, ale są po prostu żałosne! Janek jakby tak powiedział od razu dostałby mocną reprymendę i uwierzcie mi, że już nigdy by się tak nie odezwał. To samo tyczy się rzucania rakiet, przeklinania, krzyków w stronę rodziców itp. itd. Nawet nie chce mi się tego wszystkie wymieniać, ale rzeczywistość jest naprawdę bardzo ponura i żenująca. A co większość rodziców na to? Nic.

 

Takie są standardy, bo przecież chodzi o wygranie meczu, a nie o uczciwość, odpowiednie zachowanie, bycie fair play czy szanowanie przeciwnika. Ale jak mają to robić dzieci, jeśli rodzice taki właśnie dają przykład? Trzeba najpierw spojrzeć na siebie i zobaczyć czy to my jako rodzice jesteśmy uczciwi, potrafimy kontrolować emocje, zachować spokój w trudnych sytuacjach. Jaki przykład dajemy dziecku poza kortem itd. itp.

Niestety na turniejach WTK idzie się często po trupach do celu i potem jak te dzieci mają wytrzymać w tenisie przez lata, jak od małego mają taką presję czy ogólnie stres? Jak za młodu żyją w takich niskich standardach, to nie mają potem szans się wybić. Jest to niemożliwe! Potrzebna jest tutaj edukacja i uświadamianie, ale też odstawienie na bok swojego ego ze strony rodziców i przyznanie się, że nie potrafią, a nie uważanie, że wiedzą wszystko. Potrzeba jest również pokora oraz skromność, ale niestety nie zawsze to idzie w parze z pieniędzmi, które niewątpliwie trzeba mieć, jeśli chce się grać w tenisa. Fajnie, że powstają pewne ruchy ze strony PZT w tym kierunku, ale póki co, to trochę za mało.

 

3. Mam pieniądze, mogę wszystko:

No właśnie… Ile razy było tak, że na turnieju sędzia musiał wypraszać z kortu siedzącego na ławce rodzica podczas meczu dziecka, a rodzic i tak nie chciał słuchać i uparcie siedział przeszkadzając w grze i głośno komentując? Co to znaczy, że rodzic nosi termobag za dziecko, albo siatkuje za niego kort po rozegranym meczu?! Jaki trener, organizator turnieju, sędzia ma odwagę powiedzieć co naprawdę myśli i przyprowadzić rodzica czy dziecko do porządku? Przez to, że pieniądz rządzi wielu rodziców myśli, że mogą z trenerem zrobić wszystko, bo przecież płacę to wymagam. Wszystko fajnie, ale w tenisie to nie do końca tak funkcjonuje.

Płacisz, wymagasz, ale też potrzebne jest zaufanie do trenera oraz mądry wybór pod jakie skrzydła daje się dziecko. Nie zawsze trener, który jest najbliższej miejsca naszego zamieszkania będzie najlepszy, a wymaga się od niego, żeby taki był. Najlepiej jeszcze za półdarmo.

Z drugiej jednak strony, trenerzy często nie mają jaj i boją się stracić pracę, jeśli powiedzą o jedno zdanie za dużo, które i tak powinno zostać powiedziane. W Polsce często kończy się to na tym, że trenerzy, którzy mają odwagę mówić jak naprawdę jest są bez pracy, ponieważ prawda boli i zamiast wziąć odpowiedzialność i popracować na tym, to łatwiej jest pójść do innego trenera, który nie będzie aż taki “upierdliwy” i który będzie bardziej tolerował wszelkie zachowania rodzica czy zawodnika, ale czy wtedy ma miejsce prawdziwy rozwój?

 

4. Brak szacunku do trenera:

Na przykład jak byłem trenerem w akademii Ferrera i jechaliśmy, gdzieś na turniej z Jankiem, to jak spotykałem tam inny rodziców, którzy mieli swoje dzieci w akademii, to ten szacunek było czuć z daleka. Co z tego, że jednocześnie byłem ojcem Janka? Nie miało to żadnego znaczenia. Może ten szacunek był też większy, bo co niektórzy widzieli jak trenowałem z Ferrerem, Andujarem, Cervantesem czy Pedro Martinezem. Natomiast w Polsce, może i szanują, ale bardziej czuje się zazdrość, zawiść i podejrzliwość, niż taką otwartość czy szacunek. Pewnie to też kwestia polskiej mentalności i trudnej historii naszego kraju. Oczywiście nie oczekuję szacunku od innych, ponieważ jak to robisz, to widocznie nie szanujesz siebie, ale różnica w podejściu rodziców w stosunku do trenerów jest ogromna.

O pewnych rzeczach w Hiszpanii nie trzeba w ogóle mówić, ponieważ są czymś naturalnym, że trenera zawsze się szanuje. Również podejście zawodników do trenerów jest inne. W Hiszpanii trener jest niekwestionowanym autorytetem. Oczywiście zdarzają się wyjątki, również w Hiszpanii, ale tam nie ma takiego podważania autorytetu, no ale jeśli na przykład w polskim domu rodzic gada na trenera przy dziecku, to jak dziecko ma potem szanować trenera? To nie jest odpowiedzialność dziecka, tylko rodzica, brak wychowania, brak wiedzy, brak świadomości.

Przykre to jest, naprawdę, a praca takiego trenera często jest bardzo niewdzięczna, a co za tym idzie wielu trenerów również przestaje szanować rodziców czy zawodników. Błędne koło. Rozwiązanie? Edukowanie się. Uczenie się od najlepszych. Tutaj też myślę, że warto dopisać, że jak trener ustala plan turniejowy, to rodzic też go podważa albo sam decyduje na końcu (jeśli to są kwestie finansowe to ok, ale jeśli to jest kwestia, bo rodzic wie lepiej, to już jest dużo gorzej – to też jest powiązane z brakiem szacunku i zaufania do trenera). Zamiast na przykład jechać na OTK zgodnie z zaleceniem trenera i “ryzykować” przegranie w 1 rundzie z lepszym zawodnikiem, rodzic wybiera WTK, bo liczy się wygranie, puchar i zdjęcie na Facebooku. Nie ma to jak oszukiwanie samego siebie…

 

5. Jak mój syn będzie miał więcej treningów indywidualnych, to będzie lepszy od tamtych:

Jest to mit! Szczególnie w najmłodszych kategoriach wiekowych. Wielokrotnie już o tym pisałem na blogu, np. tutaj czy w naszej książce.

W Hiszpanii wszystko jest oparte na grupach. Zajęcia indywidualne do 12-14 roku życia są w zdecydowanej mniejszości. U nas w Polsce jest niestety na odwrót.

Z drugiej strony się kompletnie nie dziwię, ponieważ jak “kolega” z Janka grupy w 2 gemie na turnieju krzyczy “auuuuuciiiikkkk” i cwaniakuje na korcie, a przy tym rodzic akceptuje takie zachowanie, to o czym my mówimy? Jak potem oni mają razem trenować w grupie? Mecz, meczem, ale on się skończy i potem będzie powrót do treningów. Słabe to jest. Liczy się dla takich osób tylko wygranie w danym meczu, a zapomina się o tym, że przecież dalej będziemy się widywać i pewnie też trenować czy grać razem. Po co takie napięcia i tworzenie takiej atmosfery? I co, po takim zachowaniu chować głowę w piasek i udawać, że nic się nie wydarzyło i przejść do porządku dziennego? Jak tak robimy to oznacza, że akceptujemy takie zachowania, które stają się standardem i normą. Potem kończy się to na tym, że z tym nie będziemy się umawiać, bo coś tam, z tym też nie, bo on jest taki i taki, itd., itd.

Nie patrzy się jednak na siebie, tylko winę się widzi wszędzie wokół. Jaka jest nasza odpowiedzialność? Co my możemy zrobić inaczej, żeby dalej się rozwijać? Dlaczego nie zadajemy sobie takich pytań? W grupie jest największa siła, a dzieci powinny dużo grać na punkty, ale nie na turniejach, tylko na sparingach i grać z konkretnymi założeniami, a nie po to, żeby wygrać. A u nas przez to, że trenuje się indywidualnie, a potem turnieje weekendowe traktuje się jako “grupę” to pojawia się ogromna presja i turniej czasem wydaje się jak pole bitwy na wojnie.

Za wszelką cenę trzeba wygrać, a jak się trafi na tego, którego nie lubimy i którego unikamy to już w ogóle będzie jakiś epicki bój na śmierć i życie. Aż strach się bać na samą myśl. Doprawdy żałosne. Co z tego, że dzieciak będzie dużo grał indywidualnie jak mając 15 czy 16 powie, że już ma tenisa po uszy i już ma dosyć tej presji indywidualnych, często nudnych treningów, a potem wojny psychologicznej na turniejach. Grupa, grupa i jeszcze raz grupa oraz granie sparingów pod okiem wykwalifikowanego trenera.

 

6. Mało dzieci grających w tenisa, a co za tym idzie niskie standardy pracy:

Mam tutaj na myśli po prostu mało chętnych dzieci do grania w tenisa. Wydawałoby się, że rozpowszechnianie tenisa w formie Tenis10 przyprowadziło sporo dzieci do tenisa, ale jak już się patrzy na kategorię skrzatów, to tych dzieci jest coraz mniej, a do tego jeszcze jakość tego tenisowego “materiału” jest dużo niższa niż np. w moich czasach (1999-2001 rok), gdy miałem 10-12 lat.

Ogólnie wydaje mi się, że poziom jest niższy i że dzieci niezbyt chętnie chcą angażować się w granie w tenisa, bo wiadomo tenis wymaga dyscypliny, wytrwałości, cierpliwości, przezwyciężania swoich słabości itd. A w dzisiejszej dobie technologii niezbyt dzieciom się chce “poświęcać” się godzinami graniu w tenisa. To akurat nie dotyczy tylko Polski, ale także wszelkich innych krajów, w których technologia się rozwija oraz jest dostęp do internetu, gier, konsol itd.

Kolejną kwestią jest to, że jak już udaje się utworzyć grupkę powiedzmy z czterech skrzatów na zbliżonym poziomie, to jak jednego wywalisz za złe zachowanie, to nie za bardzo ma kto przyjść na jego miejsce. W tym momencie są obniżane standardy, ponieważ jak wyrzucę go z treningu to grupa mi się rozsypie. W Hiszpanii nie było z tym problemu, ponieważ na miejsce tego, co nie był zdyscyplinowany przychodził następny i wtedy naturalnie wszyscy bardziej się starają, bo im zależy, aby dalej być w grupie. A u nas? Przecież wszystko mi się należy i beze mnie grupy nie będzie, to po co mam się starać, skoro i tak mam miejsce? Trener wywali, zawodnik odejdzie, pójdzie do innego trenera, gdzie nie będzie dyscypliny, a grupa się rozwali. Błędne koło.

 

7. Prawie wszyscy jeżdżą na turnieje sami, najczęściej jeden rodzic i jedno dziecko:

Pamiętam jak miałem 15 lat i zacząłem trenować w akademii Ferrero, który wówczas był numerem jeden na świecie i zawsze jeździliśmy na turnieje w grupie. Jechał jeden trener, czasami dwóch jak była większa grupa. Zazwyczaj jechał jeden trener z czterema zawodnikami. Trener zawsze prosił organizatora i sędziego, aby w miarę możliwości ustawiał tak plan gier, żeby trener mógł zobaczyć wszystkich swoich zawodników. Koszty trenera dzieliły się na czterech, ale zawsze ten trener był i dzieci były pod dobrą opieką, a do tego jeszcze poza meczami i w hotelu była fajna atmosfera. Turnieje kojarzyły się zazwyczaj z czymś pozytywnym. Obecność rodziców nie była aż tak istotna. Czasem oczywiście ktoś się pojawiał, ale nie miał prawa wchodzić w kompetencje trenera. A u nas?

Rodzice stali się trenerami i myślą, że wszystko wiedzą najlepiej i nie potrafią odpuścić kontroli. Chcą być na każdym meczu. Nie potrafią odpuścić. Oczywiście nie mówię o wszystkich, ponieważ paru znam, którzy doskonale wiedzą o co chodzi.

 

Gdybym ja jeździł na turnieje z chłopakami oczywiście rodzice zarzucą mi stronniczość, bo przecież jestem trenerem swojego syna, ale jeśli trener podchodzi profesjonalnie do sprawy i dostaje za to wynagrodzenie to nie będzie faworyzował jednego z zawodników, nawet jeśli to będzie jego syn. Bycie trenerem i rodzicem, trzeba wtedy rozdzielić i wszystkich traktować jednakowo, a nawet można tak jak Toni traktował Rafę, jak jeździli z grupą po turniejach młodzieżowych, że Toni nawet częściej był na meczach innych niż Rafy, żeby rodzice nie zarzucili mu stronniczości. Przeczytacie o tym w książce Rafy. Kolejnym argumentem jest nie tylko oszczędność pieniędzy jak jedzie jeden trener z zawodnikami, ale także oszczędność czasu rodziców. Plusów jest cała masa, a minusów bardzo mało. Po co jechać czterema samochodami jak można jednym? 😉

Najważniejsze jest, aby mieć zaufanie do trenera i po prostu oddać dziecko pod jego skrzydła, a czas pokaże na ile praca jest odpowiednio realizowana czy dziecko się rozwija czy stoi w miejscu. Przyjdzie weryfikacja…

 

8. Koszty grania na hali:

Zastanawiałem się czy w ogóle dodawać ten podpunkt, bo teraz wielu zawodnikom i zawodniczkom pomaga PZT w ramach programu „Tenisowa Zima – Mały Wielki Polak – Tenisista” oraz projektu „Mały wielki Polak – nadzieje olimpijskie” Ministerstwa Sportu. PZT przeznacza konkretne sumy pieniędzy na korty w hali oraz na piłki, dlatego koszty w sezonie zimowym aż tak wielkie wcale nie są. Bez tej pomocy niestety niewielu jest w stanie trenować regularnie w zimie, a co za tym idzie nie będą w stanie potem grać w tenisa na wysokim poziomie jak nie ma regularnych treningów przez cały rok. Oczywiście w takiej Javea jak masz ponad 300 dni słonecznych w roku, to ten temat w ogóle się nie pojawia i cały rok gra się na otwartych kortach i koszty grania w tenisa szczególnie do 10-11 roku życia są dużo niższe niż w Polsce, co oczywiście pomaga utworzyć większą podstawę piramidy dzieciaczków – ich jest w Hiszpanii po prostu więcej, chociaż ostatnimi laty też mówi się o kryzysie hiszpańskiego tenisa i że dzieci przybywa coraz mniej. To chyba nie tylko w Hiszpanii, ale i na całym świecie.

 

Podsumowując jeszcze wiele musimy się nauczyć, aby dorównywać innym krajom zachodnim, jeśli chodzi o świadomość tenisową. Okazuje się, że tak naprawdę “polski system”, którego nie ma, nie wychował żadnego mistrza. Wszyscy Polacy, którzy byli w pierwszej 100 rankingu ATP i WTA nie byli tak naprawdę wychowani przez “polski system”. Było to bardziej trenowanie indywidualne oraz wyjazdy za granicę. Mam nadzieję, że jesteśmy na etapie, kiedy zaczyna się to zmieniać… Natomiast my osobiście jesteśmy trochę w rozkroku, ponieważ doskonale wiemy, że w Hiszpanii są dużo lepsze warunki do trenowania i atmosfera tenisowa jest dużo bardziej przyjazna, ale z drugiej stronie w obecnych czasach Polska wydaje się bezpieczniejszym miejscem do mieszkania. Czas pokaże, gdzie wylądujemy, ale coś czuję, że wyjazdy za granicę będą nieuniknione, ponieważ w polskim piekiełku ciężko będzie mierzyć w najwyższe cele. Zobaczymy…

 

PS. Facebook i Instagram usunęliśmy, ale znajdziesz nas teraz na naszym nowym kanale na Telegramie, na którym dzielimy się treściami, filmikami, których nie zobaczysz tutaj na blogu czy na naszym kanale YouTube. Link do kanału znajdziesz klikając tutaj.

 

Mogą zainteresować Ciebie również te wpisy: Hiszpański luz tenisowy. Porównanie polskiego i hiszpańskiego podejścia  oraz Nadopiekuńczy rodzice tenisisty oraz Czym jest KOR, czyli Komitet Oszalałych Rodziców?

Książki Mały Tenisowy Mistrz oraz Trening Życia. Po drugiej stronie rakiety możesz zakupić tutaj.

tenisowy mistrz tenisowy mistrz tenisowy mistrz tenisowy mistrz tenisowy mistrz tenisowy mistrz tenisowy mistrz tenisowy mistrz tenisowy mistrz tenisowy mistrz tenisowy mistrz tenisowy mistrz tenisowy mistrz tenisowy mistrz tenisowy mistrz