Wykład Toniego Nadal’a: „Co tak naprawdę się liczy”, cz.I

Podczas naciągania rakiet mam taki zwyczaj, aby słuchać inspirujących historii ludzi sukcesu albo po prostu uczyć się słuchając tenisowych autorytetów. Dzisiaj miałem ochotę wrócić po raz kolejny do długiego przemówienia Toniego Nadal’a. Dał wykład, który trwał grubo ponad godzinę. A wszystko to w ramach madryckiego kongresu z 2012 roku, zorganizowanego przez firmę Telefonica. Jest to mój ulubiony materiał wujka Toniego i uwielbiam go słuchać. W związku z tym, że jest po hiszpańsku postanowiłem go przetłumaczyć słowo po słowie. Trochę czasu mi to zajęło, ale czułem, że muszę to zrobić… Przeczytacie wiele niesamowitych historii i anegdot z życia Toniego i Rafy, o których pewnie nie mieliście pojęcia. Podzielę ten wpis na kilka części (nawet nie wiem na ile, ponieważ wciąż jestem w trakcie tłumaczenia, wybaczcie, jeśli pojawią się jakieś błędy, nie wszystko da się tak dosłownie przetłumaczyć). Jest tego sporo, ale uważam, że warto przeczytać ten materiał od deski do deski. W końcu Toni Nadal jest jednym z najlepszych trenerów tenisa na świecie, a jeśli nie najlepszym, a przecież trzeba uczyć się od najlepszych! Miłej lektury!

„Dzień dobry,

Tak, jak zostałem przedstawiony, nazywam się Toni Nadal. Jestem wujkiem i trenerem Rafaela Nadala. Znaczącym faktem jest to, że jestem wujkiem Rafaela, co powoduje, że utrzymuję się na stanowisku jego trenera. Gdyby nie to, najprawdopodobniej zostałbym zastąpiony… i słusznie. Myślę, że to jest mój ósmy udział w kongresie i zaskoczyło mnie to, że zaprosili mnie po raz pierwszy i wciąż mnie zaskakuje jeszcze bardziej, że dalej mnie zapraszają. Po wcześniejszym wysłuchaniu historii podziwianych ludzi, którzy stawili czoła poważnym przeciwnością w swoim życiu, ludzi którzy pomogli innym, a ja przychodzę tutaj opowiedzieć Wam historię o małych zasługach. Historię, która zawiera to, co robiliśmy czyli zagrywanie piłki nad siatką. Poświęciliśmy się, tylko i wyłącznie graniu, to może jest nasza duża zasługa, gdzie zrobiliśmy z gry nasz zawód. Kiedy pytam się moich dzieci, co najbardziej lubią, jak zwykle odpowiadają, że szkoła, patio i wypoczynek. Więc zobaczcie, oni mają starszego kuzyna i ojca, którzy wspólnie doszli do tego, aby grać przez całe życie. Tak naprawdę, to jest jedyną rzeczą godną uwagi. Tak jak mówiłem, przychodzę opowiadać o pracy, dzięki której mój bratanek został popularny. Zarobił wystarczająco dużo pieniędzy i jest podziwiany przez wielu ludzi. Dzisiaj uważam, że to jest tak naprawdę powierzchowność. Zaskakuje mnie, że społeczność docenia tak bardzo sportowców. (..) To mnie zdumiewa.

Tak, jak powiedziałem wcześniej przyszedłem tutaj opowiedzieć naszą historię. Ona jest dosyć prosta. Historia, a tak właściwie suma historii Rafaela, który mając mało lat, wiedział, że chce się poświęcić dla sportu. Miał ambicje, żeby być wyróżniającym się sportowcem. Myślę, że jemu dużo bardziej spodobałoby się być wyróżniającym się piłkarzem, a nie tenisistą. Przede wszystkim, jeśli mógłby błyszczeć w Realu Madryt. (Na widowni pojawiły się brawa i gwizdy jednocześnie, ale Toni poczuł się lekko zakłopotany i szybko wtrącił uśmiechając się: ) Chwila, chwila… Przykro mi, ale żeby błyszczeć w Barcelonie jest to niemożliwe. (Śmiech i brawa przez kilka sekund 🙂 )

Moja historia, jako trenera w małym klubie w naszej miejscowości

Zanim zostałem trenerem chciałem być dobrym zawodnikiem. Nie udało mi się to. To nie przysporzyło mi frustracji, ponieważ próbowałem, podjąłem wysiłek i nie ma z tym problemu. Gdy wróciłem z Barcelony w tamtym czasie studiowałem historię i prawo. Przepraszam. Studiowałem historię i prawo i to zostawiłem, aby powrócić do domu. Wszedłem zupełnie przypadkowo do tenisowego świata od strony trenerskiej. Pamiętam, że przez wiele lat moja mama, mówiła mi, że czymś odpowiednim byłoby skończyć studia. Moim rodzicom znacznie bardziej podobałoby się mieć syna-prawnika, niż syna-trenera. To, co mnie tak naprawdę interesowało i pasjonowało to był tenis i w związku z tym trenowanie innych. Odkąd zacząłem pracę trenera zawsze miałem iluzję, że ktoś trenowany przeze mnie osiągnie coś ważnego w tej dyscyplinie np. mistrzostwo Hiszpanii albo to, że będzie profesjonalistą. Próbowałem, byłem blisko i w końcu to osiągnąłem z kimś z rodziny, z czego miałem podwójną satysfakcję. Nie zrobiłem tego z powodów altruistycznych. Nie jestem aż tak dobrym człowiekiem. Zrobiłem to przede wszystkim po to, żeby pomóc sobie. Znaleźć większą motywację w tym co robiłem. Myślę, że w życiu jest bardzo ważne cieszyć się z wykonywanej pracy.

Fenomen Toni

Rafael zaczął grać, jeśli dobrze pamiętam w wieku 3-4 lat. Rafael był pierwszym wnukiem i bratankiem w rodzinie pięciu braci. W rodzinie, która była bardzo zjednoczona. Od tego momentu jednym z naszych zajęć było zabawiać go i bawić się razem z nim. Rafael był bardzo dobrym chłopcem. Nie mówię tego, ponieważ jest z mojej rodziny. Nie mówię tego samego o moich dzieciach. Niestety, ale mi tacy nie wyszli. (Śmiech) Był chłopcem, tak jak mówiłem bardzo dobrym i naiwnym. Mogłeś spowodować, że uwierzy w każdą możliwą bzdurę i historię. On w tamtym czasie dorastał myśląc, że ja byłem prawdziwym fenomenem. W tamtym czasie wygrałem sześć Tour de France, a Indurain wygrał pięć… i ja musiałem być lepszy, ponieważ byłem bystrzejszy, ponieważ ja ich wyprzedzałem na motorowerze. W tamtym czasie byłem gwiazdą Milanu i miałem brata, który grał w Barcelonie i oczywiście ja musiałem być od niego lepszy. Dzisiaj czymś niemożliwym byłoby znaleźć lepszy klub. (śmiech) W tamtym czasie znalazłem Milan. Byłem więc gwiazdą Milanu i wciąż pamiętam historie, które mu opowiadałem o składzie. Podstawowy skład był następujący: Spaghetti w bramce, Fettuccine i Makaroni w obronie, w środku pola Pappardelle i nie wiem jeszcze jaki włoski makaron i ja „Gran Natali” jako środkowy napastnik. Jeśli tego byłoby mało, wszystkim tym aspektom super bohatera, dodałem mu jeszcze jedną, gdzie ja byłem czarodziejem. Jedną z moich wielkich umiejętności było to, że mogłem spowodować, żeby Rafael stał się niewidzialny. Kiedy miał jakiś mały problem – nie miał problemu. On był niewidzialny. Tę grę jaką mu robiłem poza kortem, przeniosłem na kort. Zrozumiałem, że to będzie najlepszy sposób na to, żeby się nauczył. Zrozumiałem, że mnie interesuje trenowanie tenisa, ponieważ pokazał dobre warunki ku temu, ale jako że jemu bardziej podobała się piłka nożna, ja próbowałem, żeby dobrze spędził czas grając w tenisa”.

Kolejny przetłumaczony wpis z Tonim i Rafą w roli głównej już lada dzień. Śledźcie mój profil na Facebook’u: Dariusz Lipka Official

Materiał źródłowy: https://www.youtube.com/watch?v=_PwpIrP30dE

2 myśli w temacie “Wykład Toniego Nadal’a: „Co tak naprawdę się liczy”, cz.I”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s